W dniach wyjątkowych, kiedy świat jest czysty, piękny, można z każdej wyniosłości, których tyle dokoła Krakowa, zapuszczać się okiem daleko na południe. Zieleń, panująca najczęściej na pierwszym planie, poprzerywana mnóstwem kolorowych plam, przechodzi niepostrzeżenie w ton niebieski, a już pierwsze góry, które dobrze odcinają się na tle otoczenia, są zupełnie granatowe. Dalsze grzbiety mgła przesłania oku coraz bardziej, aż wreszcie daleko na horyzoncie znowu bardzo wyraźnie zaznacza się granatowy pasek, u góry silnie zazębiony. Tatry i ciemny, intensywny ich granat tak dalece odbija od nieba i od leżących między nim a okiem form terenu, że przede wszystkim rzuca się w oczy; barwa i dziwne kontury tego paska łączą się we wrażenie nigdy niezapomniane.

gruz poznań

Całe zjawisko trwa zresztą krótko, najwyżej kilka godzin, a zawdzięcza swe powstanie rzadkiemu zbiegowi okoliczności. W całej pełni występuje tylko tuż przed opadem atmosferycznym albo zaraz po nim, ale to znowu tylko wtedy, gdy on równocześnie na całej przestrzeni między Krakowem a Tatrami ma właśnie nastąpić albo już się skończył; wtedy oko ulega złudzeniu, że bądź co bądź odległość 67 km. (mniej więcej), jaka dzieli np. Wawel od Giewontu dziwnie zmalała; wtedy i granat jest najsoczystszy. Poza tym widać Tatry dość często, ale zawsze mętnie, niewyraźnie.

Oczywiście najważniejszą przyczyną, dla której w ogóle możemy Tatry widzieć, jest ich względna wysokość i okoliczność, iż w wycinku między okiem a ich paskiem na horyzoncie, nie przesłania nam ich nic. Już Babia góra, przesunięta po swym równoleżniku na południk Krakowa, zasłoniłaby nam potężną część Tatr. Tak jak jest, pozostaje ona jednak dla oka daleko na zachodzie, a góry leżące pośrodku wycinka, oba Lubonie i Niedźwiedź, są za małe.

gruz poznań