Często powierzchnia wietrzeje w płytkie, szerokie, równoległe albo zbieżne (rzadko) rowy, przedzielone łagodnymi zagonami. Jeśli znać warstwy, to wtedy już zazwyczaj doskonale; są przeciętnie nie grube, ale dość często zdarzają się 2 — 8 m. grube ławice, od Ciemniaka ku Tomanowy zaś np. ciągnie się ławica 8 m. gruba. Dobrze uławicone partie przechodzą w masy, na których nie znać ani śladu warstw; są to olbrzymie bryły wapienne, pochodzące jakby z jednego odlewu. Tu i ówdzie można spotkać jedną lub kilka warstw dolomitu1) koloru słomy, co doskonale odbija od sinawo białych wapieni. Trudno podać ich ogólną grubość, a to nie tylko dlatego, że jest zmienna od miejsca do miejsca. W Giewoncie może ona prostopadle do warstw wynosić około 400 m.

Rola krajobrazowa tych wapieni jest nader wybitna. Strome, nieraz wręcz prostopadłe ściany z nielicznymi progami skalnymi, porosłymi zazwyczaj trawą, zwane upłazikami (lub upłazami, jeśli są duże), ograniczają potężne turnie, sterczące jak wieże kościelne nad doliną. Potoki wcinają się wąskim korytem, skutkiem tego powstają przepaściste jary.

Jeszcze o jednej skale »osadowej« tatrzańskiej trzeba wspomnieć, t. j. o kwarcycie. Czerwony ten piaskowiec, którego spojem jest przekrystalizowana krzemionka, naśladuje formami wietrzenia granit, a uławiceniem — wapienie. Jest go wogóle bardzo mało w Tatrach, a np. w stosunku do granitu jest wprost znikomy. Pomimo to w formie otoczaków jest już w samych Tatrach częstym w stosunku do granitu, a gdy np. z Dunajcem oddalimy się o wiele mil od Tatr, to granit niemal niknie na jego korzyść. Jest to bardzo charakterystyczny przykład selekcji, jakiej dokonywa bystro płynąca rzeka wśród różnie twardych skał na korzyść najwytrzymalszej.