Gdy lodowiec z koryta zniknie, pozostaje w rezultacie koryto tak bardzo różniące się swym przekrojem od zwykłego koryta erozyjnego, że jest ono dla okolicy zlodowaciałej zupełnie charakterystycznym. Dolina erozyjna czyli po prostu zwykła rzeczna powstaje tak, że struga wodna, tocząc po swym dnie skalnym otoczaki, piłuje to dno ale tylko na własną szerokość. Gdyby tylko ten proces istniał, powstałby wkrótce jar o zupełnie stromych brzegach. Ponieważ tak nie jest, ponieważ zbocza wietrzeją przede wszystkim w zależności od materiału skalnego i od atmosferiliów, więc jeśli rzeka płynie wolniej niż skały dokoła wietrzeją, to powstają zbocza łagodne; jeśli inaczej, to powstają brzegi mniej lub więcej nachylone, podobne do litery V. Gdy w taką dolinę dostanie się lodowiec, to przekształci ją wkrótce tak, że przekrój poprzeczny będzie u spodu odpowiadał literze U.

Zupełnie to samo zjawisko usuwania zwietrzałego materiału i podcinania zbocza, które widzieliśmy po bokach lodowca, dokonywa się i w górnym końcu doliny, tylko że tu siłą transportową jest posuwający się w dół śnieg i szreń, efektem zaś końcowym powstanie kotła lodowcowego albo karu. Zresztą ściśle biorąc, w dzisiejszym stanie naszej wiedzy nie można podać dostatecznie jasnej i wystarczającej przyczyny tego zjawiska.

Po tern największym zlodowaceniu jeszcze kilkakrotnie powracała w Tatrach faza zlodowacenia, ale coraz słabsza. Granica wiecznego śniegu posuwała się stale w górę, lodowce były coraz krótsze i słabsze, a skutek ich pracy coraz mniejszy. W każdym razie jednak 3 następne fazy pozostawiły po sobie ślady tych samych typów co lodowiec pierwszy, a tylko końcowe dwa czy trzy lodowce nie zdołały się już wciąć głęboko w kadłub górski, tylko pozostawiły po sobie moreny. Każdy następny wcinał się w koryto poprzedniego, skutkiem tego spotykamy od wylotu w górę doliny formy coraz to młodsze, coraz wyraźniejsze.